Wiadomości z kraju i zagranicy

Powszechne Towarzystwa Emerytalne powinny mieć możliwość zarządzania Pracowniczymi Planami Kapitałowymi

in Bez kategorii by

Rynek od dawna czekał na projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych. Pojawiające się spekulacje i informacje o zmianach założeń nie pozwalały na rozpoczęcie odpowiedzialnej dyskusji nad tym potrzebnym rozwiązaniem.

Projekt ustawy wymaga moim zdaniem pewnych zmian, dzięki którym więcej osób będzie zainteresowane długoterminowym oszczędzaniem w ramach tego rozwiązania. Przede wszystkim trzeba umożliwić jak największej liczbie podmiotów tworzenie oferty w ramach PPK. Dzięki dużej konkurencji klienci będą mieli lepszy wybór i obniży to koszty funkcjonowania systemu.

Warto, aby ustawodawca umożliwił zarządzanie pieniędzmi gromadzonymi w ramach PPK także Powszechnym Towarzystwom Emerytalnym. Podmioty zarządzające dziś OFE i DFE mają największe na rynku doświadczenie w produktach emerytalnych oraz są najtańsze dla klientów – mają najniższe koszty funkcjonowania. Osiągają także najlepsze na rynku stopy zwrotu.

Pierwszy etap potrzebnej reformy systemu emerytalnego – jakim jest wprowadzenie PPK – to oczywiście dopiero początek zapowiedzianych zmian. Kolejnym, równie ważnym etapem będzie przeniesienie środków zgromadzonych w OFE na prywatne IKZE obywateli. To stanie się silnym impulsem do samodzielnego odkładania dodatkowych pieniędzy na emeryturę, ustabilizuje cały system oraz wesprze krajowy rynek kapitałowy.

Amerykanin zarobi na lokacie, Polak straci

in Bez kategorii by

Trzymasz pieniądze na lokacie bankowej? Prawdopodobnie jej oprocentowanie nie jest wyższe niż poziom inflacji. Trudno w takiej sytuacji mówić o zysku. A wszystko przez stopy procentowe, które w Polsce są i pozostaną niskie. Tymczasem w USA stopy procentowe z podobnego poziomu wzrosną w tym roku trzy lub nawet cztery razy i Amerykanie realnie zyskają, trzymając oszczędności w banku – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła główną stopę procentową bez zmian, czyli poniżej aktualnego poziomu inflacji.

1,5 proc. – było, jest i będzie

Ekonomiści oraz sami członkowie Rady Polityki Pieniężnej (RPP) nie spodziewali się zmian. I rzeczywiście, w środę usłyszeliśmy, że główna (referencyjna) stopa procentowa nadal wynosi 1,5 proc., na tym poziomie utrzymuje się już od marca 2015 r.

Natomiast wzrost średniego poziomu cen dla konsumentów (inflacja) w Polsce znajduje się obecnie powyżej tego poziomu i wynosi ok. 2 proc. Dodatkowo, średni wzrost cen może mocno się różnić dla każdej osoby w zależności od np. wieku, miejsca zamieszkania czy koszyka spożywanych produktów. Dla przykładu, ceny żywności w 2017 r. wzrosły o 4,6 proc.

Chociaż globalne trendy oraz czynniki, które wywołują inflację, sugerują, że w tym roku w Polsce inflacja może rosnąć, to RPP najprawdopodobniej nie podniesie stóp procentowych. Zdaniem Adama Glapińskiego, przewodniczącego Rady, który wśród ekonomistów uchodzi za “gołębia” – czyli zwolennika stosunkowo niskich stóp procentowych, stopy mogą pozostać na niezmienionym poziomie jeszcze co najmniej przez najbliższy rok. To oznacza, że Polacy nadal będą tracić na lokatach (średnie ich oprocentowanie to 1,5 proc. w grudniu według danych NBP), za wyjątkiem ofert specjalnych, które jednak najczęściej są obwarowane dużymi ograniczeniami.

Przełom po latach – amerykańskie stopy większe

W przeciwieństwie do polskiej RPP, Rezerwa Federalna (Fed) w USA w tym roku może jeszcze kilkukrotnie podnieść główną stopę procentową. Sami członkowie Fedu oczekują obecnie trzech podwyżek w 2018 r. Ale niższy poziom podatków w tym roku, wyższa presja płacowa oraz niskie bezrobocie mogą sprawić, że dojdzie do nawet czterech podwyżek.

Co ciekawe, stopy procentowe są obecnie praktycznie na takim samym poziomie w Polsce i w USA. Zatem już w najbliższych miesiącach pierwszy raz od nieco ponad 10 lat będą one wyższe za oceanem niż w naszym kraju. A planowana skala podwyżek w USA może sprawić, że pod koniec roku ich poziom będzie o prawie 1 pkt proc. wyższy niż w Polsce. Z kolei oczekiwana przez Fed inflacja będzie niższa od tej, której spodziewa się NBP.

Oznacza to ni mniej, ni więcej, że wyższe stopy procentowe przy jednocześnie niższej inflacji umożliwią Amerykanom nie tylko ochronę kapitału ale także zarobek na lokatach, w przeciwieństwie do mieszkańców Polski, którzy będą na nich tracić.

Polska krajem z wysokim wskaźnikiem ingerencji państwa w gospodarkę, ale bardziej liberalna niż Niemcy i Francja

in Bez kategorii by

Polska jest krajem, który pod względem intensywności regulacji zbliża się do państw Europy kontynentalnej, ciągle pozostaje jednak bardziej liberalna od Niemiec i Francji – wynika z raportu „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki – skala i warunki sukcesu”, przygotowanego przez DNB Bank Polska i firmę doradczą PwC. Autorzy analizy podkreślają, że coraz większy wpływ na zakres interwencjonizmu państwowego ma globalizacja i rosnąca świadomość społeczna.  Głębokość regulacji w poszczególnych krajach ma ograniczony wpływ na wyniki branż.

Interwencja państwa w gospodarkę ma na celu działalność strategiczną oraz rynkową. Ten pierwszy zakres obejmuje, m.in. ochronę konsumentów, środowiska, stabilność kluczowych sektorów. Z kolei w drugim przypadku państwo działa jako równorzędny uczestnik rynku.

Sektory, które charakteryzują się stosunkowo niskimi średnimi udziałami państwa przy jednoczesnym wysokim odsetku firm, w których państwo ma jakikolwiek udział to rynek farmaceutyczny i motoryzacyjny.  Z kolei sektor energetyczny jest przykładem branży, w której własnościowe i regulacyjne zaangażowanie państwa jest wyraźne ze względu na jego strategiczny charakter. Największy stopień ingerencji w rynek energetyczny widoczny jest we Francji (39 proc.), a nieco mniejszy w Niemczech i Polsce (36 proc.). Z kolei najmniejszy stopień ingerencji zaobserwowano w USA. W państwach anglosaskich interwencje państwa mają charakter niemal wyłącznie regulacyjny.

Motywy interwencji państwa oraz jej formy zmieniały się w czasie

Cele interwencji oraz środki stosowane przez państwo ulegają zmianom, co widać na przykładzie rynku telekomunikacyjnego. Kiedyś ingerencja państwa w tej branży podyktowana była koniecznością regulacji naturalnych monopoli, dziś przede wszystkim bezpieczeństwem konsumentów. Wcześniej państwo było znaczącym udziałowcem spółek telekomunikacyjnych. W 1998 roku udział Skarbu Państwa w sektorze telekomunikacyjnym analizowanych krajów wynosił 54,2 proc. Dziś jest to jedynie 18,8 proc., a państwo wpływa na tę branżę głównie poprzez regulacje.

„Stosunkowo młodym, ale coraz popularniejszym motywem interwencji państwa, szczególnie na rynku energetycznym i motoryzacyjnym staje się ochrona środowiska naturalnego i promocja stosowania przyjaznych środowisku technologii. W tym obszarze największymi sukcesami spośród analizowanych państw mogą poszczycić się Norwegowie” – mówi Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Bank Polska.

Wydaje się, że społeczeństwa, ekonomiści i politycy patrzą na rolę państwa w gospodarce coraz bardziej przychylnym okiem. Zmianę optyki można przypisać kryzysowi finansowemu z roku 2008, którego przyczyny związane są z niedostatecznym poziomem regulacji, przede wszystkim na rynkach finansowych.

Sektor finansowy należy do najsilniej regulowanych obszarów gospodarki, co w dużej mierze jest następstwem zmian wprowadzonych po kryzysie. Daleko idące regulacje mają zapewnić stabilność sektora, a planowane przekształcenia systemowe zakładają dalsze pogłębianie regulacji rynku bankowego” – mówi Artur Tomaszewski.

Pod tym względem przodują rządy Niemiec i Francji, a z kolei najniższy stopień interwencji odnotowano     w Norwegii. Akceptacja czy wręcz oczekiwanie od państwa aktywnej polityki gospodarczej są jednak obserwowane nie tylko na rynkach usług finansowych. Podobna ingerencja państwa w czasie ostatniego kryzysu była widoczna również na rynku motoryzacyjnym, szczególnie w USA, gdzie rząd starał się uchronić przed upadłością dużych producentów samochodów, takich jak Chrysler czy General Motors.

Polski interwencjonizm coraz bardziej odczuwalny

W sferze regulacyjnej najsilniej ingerują państwa Europy kontynentalnej, nieco słabiej Norwegia,                   a najbardziej liberalne są kraje anglosaskie. Jedynym sektorem, gdzie Norwegia wykazuje najgłębszy stopień restrykcyjności jest farmacja (50 proc.). W branży sprzedaży detalicznej interwencjonizm państwowy we wszystkich analizowanych krajach jest bardzo niewielki i nie przekracza 8 proc.

Jeżeli chodzi o analizowane kraje, to najmniejsza ingerencja państwa widoczna jest w krajach anglosaskich, w tym w szczególności w USA. W sferze regulacyjnej, zdecydowanie najsilniej w działalność analizowanych branż ingerują rządy Francji, Niemiec i Polski.

W Polsce działalność państwa widoczna jest szczególnie w sektorze usług finansowych i na rynku farmaceutycznym oraz energetycznym. Stopień ten wynosi odpowiednio 47 i po 36 proc. Z kolei najmniejszy odnotowaliśmy w handlu i branży motoryzacyjnej” – mówi Jacek Socha, wiceprezes PwC.

Porównanie głębokości regulacji w sektorach

System bankowy Polski odznacza się stosunkowo niskim udziałem własnościowym państwa na tle Europy kontynentalnej. Jednak w związku z polityką repolonizacji sektora w ostatnim czasie obserwowano wzrost zainteresowania Skarbu Państwa tymże rynkiem.

Stopień zaangażowania państwa w polską gospodarkę w ostatnim okresie wzrasta, co nie jest tak wyraźnie obserwowane w pozostałych analizowanych państwach. Nie przekłada się to jednak na większą skalę działalności polskich przedsiębiorstw z branży motoryzacyjnej, farmaceutycznej czy handlowej, a w polityce gospodarczej brak jest wyraźnych rozwiązań, które mogłyby to zmienić.

Głębokość regulacji w poszczególnych krajach ma ograniczony wpływ na wyniki branż. Wynika to między innymi z ponadnarodowego charakteru rynków i łańcuchów dostaw, a także globalnego charakteru sporej części regulacji” – tłumaczy Jacek Socha.

Międzynarodowe regulacje wpływają na lokalne rynki

Bardzo poważną barierą rozwojową dla silnie umiędzynarodowionych sektorów gospodarki jest zróżnicowanie konkretnych wymagań regulacyjnych między najważniejszymi rynkami, nawet gdy poziom ich restrykcyjności jest podobny. Przykładem są różne wymagania co do homologacji aut w USA i Europie. Coraz ważniejsza z punktu widzenia rozwoju gospodarczego staje się więc harmonizacja regulacji. Z drugiej strony, zglobalizowane przepisy muszą być dostosowane również do skali działalności mniejszych firm, operujących w ramach danej branży tylko na krajowym rynku. Wspólne regulacje obowiązujące w kilku państwach ograniczają swobodę kształtowania polityki gospodarczej. Przykładem takiej sytuacji była próba wprowadzenia w Polsce podatku handlowego, uznanego przez Komisję Europejską za niezgodny z prawem wspólnotowym.

Globalizacja, postęp technologiczny i rosnąca zamożność społeczeństw, które przekładają się na obowiązujące aktualnie systemy wartości, bardzo silnie modyfikują oczekiwania co do pozycji państwa. Jego rola zmienia się więc wraz ze zmianami zachodzącymi w otoczeniu” – podsumowuje Artur Tomaszewski.

Hipermarkety odchodzą do lamusa

in Bez kategorii by

Analitycy Haitong Bank uważają, że o obliczu polskiego rynku FMCG obecnie decydują dwa główne czynniki. Po pierwsze, wskazują na strukturalny trend, w ramach którego małe i średnie sklepy zwiększają swój udział w rynku kosztem sklepów tradycyjnych oraz super- i hipermarketów. Po drugie, korzystne warunki makroekonomiczne, rosnące pensje, niskie bezrobocie, program 500+ oraz inflacja znacząco wspierają sprzedaż porównywalną (LfL) firm. Dodatkowo analitycy wymieniają inne istotne czynniki mające wpływ na rynek FMCG, takie jak zakaz handlu w niedzielę i podatek handlowy. Faworytem Haitong Bank w sektorze jest Eurocash, natomiast zalecają SPRZEDAJ dla akcji Dino.

Według raportu Kantar Millward Brown, przeciętny polski pracownik spędza w pracy 45 godzin tygodniowo, co czyni Polaków jednym z najbardziej zapracowanych narodów w UE. W połączeniu z niskim bezrobociem (6,9 proc. na koniec stycznia 2018 r., -1,6 proc. r/r), spowodowało to zmiany w zwyczajach zakupowych konsumentów. Ludzie kupują częściej, ale mniej. Dlatego też preferują sklepy umieszczone w wygodnych lokalizacjach, z dłuższymi godzinami otwarcia, szerszym asortymentem i wyższą jakością produktów.

Jak zaznacza Konrad Księżopolski, Szef Działu Analiz Haitong Bank, przy niskim bezrobociu i wzroście płac (około 7,3 proc. r/r) poprawa nastrojów konsumentów nie powinna być zaskoczeniem. Dobra sytuacja materialna zwiększa ich skłonność do kupowania, co wspierane jest także przez program 500+, który co miesiąc wpompowuje do polskiej gospodarki około 2 mld złotych. Odbija się to na wzroście PKB (o 4,9 proc.), głównie za sprawą rosnącej konsumpcji, której wzrost na koniec trzeciego kwartału 2017 r. wyniósł 7,8 proc. To, wraz ze wzrostem inflacji o 2 proc. w 2017 r., wspiera sprzedaż LfL, która zdaniem Konrada Księżopolskiego wzrośnie dla działów detalicznych Dino i Eurocash w 2018 r. odpowiednio o 9,5 proc. i 5 proc.

Zmiany strukturalne na rynku FMCG: Haitong Bank zakłada, że rosnąca popularność małych i średnich sklepów powinna się utrzymywać, bo zyskują one popularność kosztem hipermarketów. Kurczący się udział tradycyjnego handlu skłonił Eurocash do przekształcenia się z hurtownika w detalistę, co pociąga za sobą stworzenie ogólnokrajowej sieci sklepów kosztem działu hurtowego. Dino było w stanie wykorzystać te trendy wcześniej i obecnie korzysta z nich, także rozszerzając swą działalność.

Czy na rynku detalicznym zrobiło się ciasno? Analitycy Haitong Bank uważają, że pomimo szybkiego tempa wzrostu powierzchni sprzedażowej, polski rynek nie osiągnął jeszcze stanu nasycenia. Krzysztof Kawa, analityk Haitong Bank, zwraca uwagę, że porównując obecne zagęszczenie sklepów z innymi krajami, w Polsce wciąż jest miejsce na dalszą ekspansję. Jest ono o około 5 proc. niższe, biorąc jako punkt odniesienia poziom regionu CEE i około 30-50 proc. porównując do Niemiec i Francji. W związku z tym, analityk zakłada, że Dino będzie w stanie powiększyć swoją sieć sklepów o 162 placówki w 2018 r. i 176 w roku 2019, natomiast Eurocash urośnie organicznie o około 80 sklepów w 2018 r. Krzysztof Kawa widzi również potencjał do dalszej konsolidacji na rynku detalicznym, przez co sieć sklepów Eurocash może się powiększyć w wyniku transakcji fuzji i przejęć.

Nadchodzący zakaz handlu w niedzielę: Jeżeli chodzi o Dino, to analitycy Haitong Bank zakładają, że konsumenci mieszkający w mniejszych miastach poświęcają niedzielę na zakupy raczej sporadycznie niż regularnie. Wyniki niedzielnej sprzedaży Dino potwierdzają tę tezę. Według firmy, niedziela jest najsłabszym dniem, jeżeli chodzi o sprzedaż – przypada na nią około 8 proc. obrotów. Strategia spółki nakierowana będzie na przeniesienie handlu na sobotę i poniedziałek. Między innymi od jej skuteczności zależeć będzie dalszy wzrost sprzedaży porównywalnej w sklepach Dino.

– Początkowo niedzielny zakaz handlu powinien nieznacznie wpłynąć na liczebność siły roboczej. Może to ograniczyć obciążenie statystycznego pracownika, ale nie powinno skutkować zwolnieniami, tym bardziej że obostrzenia będą wprowadzane stopniowo. W przypadku Dino, jego dynamiczne tempo rozwoju wymaga stałego napływu pracowników. Przy niedoborach na rynku pracy zakładamy, że Dino nie będzie redukowało zatrudnienia, ponieważ pracownicy będą potrzebni do dalszej ekspansji – mówi Konrad Księżoposki. Analityk przewiduje zatem, że w krótkim terminie, zakaz handlu w niedzielę nie wpłynie na ogólny poziom zatrudnienia. Oznacza to, że Dino nie będzie w stanie skorzystać z niższych kosztów wynagrodzeń, co początkowo nie skompensuje potencjalnego spadku sprzedaży.

Jednym z wyjątków dla zakazu handlu w niedzielę wspomnianym w ustawie są sklepy prowadzone przez ich właścicieli. Pozwala to właścicielom sklepów franczyzowych, takich jak ABC, Lewiatan, Euro Sklep i Delikatesy Centrum prowadzić swoją działalność bez zmian. Sieci te mają 14,4 tys. sklepów skupionych wokół Eurocash, nie wspominając o niezależnych klientach hurtowych, którzy w 2016 r. kupili produkty ze sklepów C&C za około 1,7 mld złotych. Jak zaznacza Konrad Księżopolski, pomimo faktu, że niektórzy franczyzobiorcy mają więcej niż jeden sklep – co oznacza, że liczba otwartych punktów zostanie nieznacznie ograniczona – wciąż daje to Eurocash przewagę konkurencyjną. Co więcej, Eurocash poprzez udziały we frisco.pl posiada ekspozycję na e-handel, który także jest wyłączony z zakazu. Wyróżnia to Eurocash na tle konkurentów, ponieważ ani Dino, ani Biedronka, ani Lidl nie mają własnych sklepów internetowych. Analityk Haitong Bank zakłada, że wszystko to ograniczy negatywny wpływ na sklepy własne, a ostateczny efekt będzie korzystny dla przychodów Eurocash.

Niepewność podatku handlowego: Oprócz zakazu handlu w niedzielę, polskich handlowców może dotknąć wprowadzenie podatku handlowego. Badanie Komisji Europejskiej wykazało jednak, że progresywna natura stawek podatkowych faworyzowałaby niektóre firmy kosztem innych, w zależności od ich obrotów i wielkości. W związku z tym data wprowadzenia podatku została po raz kolejny przesunięta. Pytanie brzmi więc, jaki kształt może przybrać ten podatek?

Analitycy Haitong Bank oczekują, że nowe propozycje wygenerują rocznie podobne wpływy podatkowe do zakładancyh w pierwotnej formie ustawy (1,2-1,5 mld złotych). Spodziewają się oni, że podatek handlowy zacznie obowiązywać od 2019 r. ze stawką jednego procenta od przychodów. Oznacza to, że Dino musiałoby zapłacić roczny podatek handlowy w wysokości około 68 mln złotych w 2019 r. i około 80 mln złotych w roku 2020. W przypadku Eurocash może to wynieść około 40 mln złotych zarówno w 2019 r., jak i 2020 r. Jednak z uwagi na to, że legislacyjny ping-pong trwa, z wprowadzeniem podatku handlowego wiąże się duża niepewność i analitycy nie uwzględniają go w swoich scenariuszach.

Największe złoże gazu w Polsce szacowane na prawie 20 mld m3 więcej niż udokumentowano wcześniej

in Bez kategorii by

Zasoby wydobywalne złoża Przemyśl mogą być większe o prawie 25 procent. Nowe szacunki powstały w oparciu o zdjęcia sejsmiczne 3D, teraz spółka potwierdzi je kolejnymi odwiertami.

– Analiza danych geologicznych, na postawie zdjęcia sejsmicznego 3D i trzech pierwszych odwiertów, pozwala wstępnie oszacować potencjał złoża Przemyśl na prawie 20 mld m3 gazu więcej, niż do tej pory uważaliśmy – powiedział Piotr Woźniak, Prezes Zarządu PGNiG SA. – Prowadzimy wiercenia, które mają zweryfikować obliczenia potencjału zasobów.

Do tej pory PGNiG wykonało 3 odwierty do horyzontu VIIIa, który wykartowano dzięki badaniom sejsmicznym 3D. Wyniki odwiertów były pozytywne – w trakcie prób uzyskano przypływy gazu od 100 do 150 m3/min (przypływ absolutny). Na różnym etapie przygotowania jest około 20 kolejnych odwiertów w horyzontach VIII–XI.

Do niedawna złoże Przemyśl uznawano za złoże w fazie schyłkowej. Wiele lat temu zasoby oszacowano na 72 mld m3 gazu a ponad 65 mld zostało już wydobyte.

– Jeżeli testy wydobywcze potwierdzą nasze przypuszczenia, będzie to niezwykle istotne również z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego kraju. Chociaż PGNiG z powodzeniem dywersyfikuje kierunki importu gazu, uważamy, że własne, krajowe zasoby surowca są najtańszym i najpewniejszym źródłem jego pozyskiwania – zaznaczył Piotr Woźniak i dodał: – To próba odwrócenia tendencji spadkowej w udokumentowanych zasobach wydobywczych.

PGNiG na szeroką skalę wykorzystuje metodę zdjęć 3D, aby określić budowę geologiczną potencjalnego obszaru wydobycia. Spółka realizuje takie badania również w rejonie Kramarzówka i Rybotycze-Fredropol położonych w bezpośrednim sąsiedztwie złoża Przemyśl. Łączny obszar badawczy (powierzchnia odbioru)  tych trzech lokalizacji to 1283 km2. Z kolei badania realizowane na terenach pomiędzy Sanokiem a Ustrzykami Dolnymi (zdjęcie Wańkowa-Bandrów 3D) obejmują 469 km2. Jeszcze w tym roku PGNiG rozpocznie zdjęcie 3D  na kolejnym fragmencie województwa podkarpackiego. Badania zaplanowane w okolicy Lubaczowa (zdjęcie Uszkowce 3D) będą prowadzone na powierzchni ok. 301 km2.

Do 2019 r. liczba pokoi hotelowych w Polsce wzrośnie o 30 proc.

in Bez kategorii by

Liczba pokoi hotelowych w Polsce do końca 2019 r. wzrośnie średnio o ponad 30% względem bazy dostępnej na koniec 2016 r. W niektórych lokalizacjach przyrost podaży osiągnie poziom nawet 50%. Takiej dynamiki analitycy firmy spodziewają się w pasie nadmorskim (+53%) i Trójmieście (+48%). Inwestorów do rynku przyciągnie wysoki popyt na usługi hotelowe oraz rentowność, która dla najlepiej zarządzanych obiektów może przyjmować wartości ponad 40% – wynika z szacunków Emmerson Evaluation do końca 2019 r.

Wśród lokalizacji, w których w latach 2017-2019 ma powstać najwięcej nowych pokoi hotelowych przoduje Wybrzeże. Na dalszych miejscach znalazły się: Łódź, w której wg obliczeń podaż ma wzrosnąć o 43% oraz Poznań i Warszawa z przyrostem sięgającym odpowiednio 36% i 31%. Najmniejszy przyrost miejsc pojawi się na południu Polski – w Krakowie, Katowicach i pasie górskim (Zakopane, Karpacz, Beskidy – Wisła, Ustroń, Szczyrk), gdzie podaż ma wzrosnąć o niespełna 11%.

– Pod względem liczby nowych pokoi hotelowych liderem pozostaje niezmiennie Warszawa, w której do dostępnej na koniec 2016 r. bazy prawie 13 tys. miejsc do 2019 r. ma dołączyć kolejnych 3,9 tys. Wzrost inwestycji hotelowych na Wybrzeżu przyniesie z kolei 2,7 tys. pokoi w Trójmieście i 1,8 tys. w pasie nadmorskim obejmującym takie kurorty, jak Kołobrzeg, Świnoujście, Jurata, Jastarnia, Chałupy. Część z nowych obiektów już trafiła na rynek, ale inne są dopiero w budowie i zostaną oddane do użytku w ciągu najbliższych miesięcy. Planując nowe projekty inwestorzy powinni więc staranie analizować potencjał obecnej oraz powstającej bazy hotelowej w poszczególnych lokalizacjach. W popularnych kurortach, takich jak Trójmiasto, rynek już jest mocno nasycony i kolejne realizacje mogą doprowadzić do nadpodaży – komentuje Dariusz Książak, Prezes Zarządu Emmerson-Evaluation.

Wysoka rentowność kusi inwestorów

Rosnący popyt na usługi hotelowe oraz wysoka stopa zwrotu stymulują inwestycje w tym segmencie rynku nieruchomości. Według obliczeń wskaźnik rentowności EBITDA, mierzony relacją do całkowitego przychodu, dla hoteli kategorii 3, 4 i 5 gwiazdek waha się od ok. 20% do 40%. Największą efektywność biznesową wykazują obiekty o najwyższym standardzie. W ich wypadku wskaźnik rentowności przyjmuje wartości od 29% do nawet 42% dla najlepiej zarządzanych obiektów. Średnia dla obiektów 3 i 4-gwiazdkowych wynosiła odpowiednio 29% i 33%.

Ile kosztuje inwestycja w hotel?

Analitycy Emmerson Evaluation przeanalizowali także koszty budowy 3, 4 i 5-gwiazdkowych obiektów hotelowych w Polsce. Ich wysokość została określona w przedziałach, co wynika ze zróżnicowanego wyposażenia, standardu wykończenia oraz funkcjonalności obiektów. W przypadku hoteli 3-gwiazdkowych koszt budowy 1 pokoju zaczyna się od 160 tys. zł, ale może wynieść nawet do 360 tys. zł. W przypadku obiektów 4-gwiazdkowych rozbieżności w kosztach są jeszcze większe i wahają się od 250 do 600 tys. zł. Inwestycja w najwyższej klasy hotele 5-gwiazdkowe wymaga nakładów sięgających od 350 do 730 tys. zł na jeden pokój.

Czy mieszkaniówka zwolni

in Bez kategorii by

2017 był najlepszym rokiem w historii polskiego rynku mieszkaniowego. Deweloperzy sprzedali rekordową liczbę mieszkań, więcej niż wprowadzili na rynek. Nabywców znalazło przeszło dwa razy więcej lokali niż w czasie poprzedniego boomu. Popyt na nieruchomości stale rośnie od siedmiu lat. Zapotrzebowanie rynkowe jest teraz tak duże, że firmy budujące mieszkania mają trudności z jego zaspokojeniem.

W ubiegłym roku deweloperzy już po raz czwarty z rzędu poprawili własny rekord sprzedaży. Wynik był o ponad 20 proc. lepszy niż rok wcześniej. Podążając za popytem firmy rozpoczęły budowę niespotykanej dotąd ilości mieszkań. W minionym roku na rynek weszło o jedną czwartą więcej lokali niż rok wcześniej i dwa razy więcej mieszkań niż cztery lata temu. A mimo tak dużej produkcji pod koniec 2017 roku oferta mieszkaniowa była mniejsza niż w jego początkach.

Niskie oprocentowanie lokat i kredytów

 

W tym roku ruch w biurach sprzedaży deweloperów również nie słabnie, mieszkania sprzedają się na pniu, a obserwatorzy rynku zastanawiają się jak długo utrzyma się hossa. – Zakupom sprzyja stabilna sytuacja makroekonomiczna oraz wzrost wynagrodzeń w kraju przy niskim bezrobociu i inflacji. W takich warunkach klienci śmielej podejmują decyzje o wydatkach na zakup nieruchomosci – przyznaje Tomasz Sadłocha z Ochnik Development.

 

– Niewątpliwą podporą segmentu mieszkaniowego są niskie stopy procentowe, które nie zachęcają do trzymania pieniędzy na deficytowych lokatach. Więcej zarobić można inwestując w nieruchomości, tym bardziej że stawki najmu idą w górę. Wysokość stóp procentowych ma dla branży kluczowe znaczenie, bo nabywcy mieszkań mają większy dostęp do kredytów i możliwość zaciągania wyższych zobowiązań, a przy tym niższe są koszty finansowania inwestycji – tłumaczy Tomasz Sadłocha.

 

Dobra rentowność wynajmu mieszkań

Podniesienie stóp procentowych spowodowałoby, zdaniem specjalisty, spadek zdolności kredytowej kupujących. – Gdyby stopy wzrosły i lokaty bankowe były wyżej oprocentowane z rynku mieszkaniowego mogłoby też odejść część klientów inwestycyjnych. W projektach Dzielna 64 i Studio Centrum, które realizujemy w centrum Warszawy tacy kupujący stanowią większość – informuje ekspert Ochnik Development.

 

Nic nie wskazuje jednak, żeby stopy procentowe w najbliższym czasie poszły w górę. Rada Polityki Pieniężnej jest ostrożna, jeśli chodzi o zapowiedzi. Nie mniej rynek spodziewa się, że podwyżki nadejdą pod koniec tego roku lub na początku 2019. Jeśli do nich dojdzie, proces nie będzie szybki i nie powinien wpłynąć na zahamowanie koniunktury. Ewentualny wzrost będzie prawdopodobnie niewielki, co nie przełoży się na znaczący spadek popytu na mieszkania. Na wynajmie wciąż będzie można zarobić dużo więcej niż na lokatach. Stopniowe podwyżki stóp mogą być dla rynku odczuwalne dopiero w kolejnych latach.

 

Rosnące ceny mieszkań

Analitycy wskazują, że podobne obawy dotyczyły podwyżek wkładu własnego do kredytu. Okazało się jednak, że nabywcy mieszkań doskonale poradzili sobie z jego zwiększeniem. Dziś przy wymaganym przez banki 20 proc. wkładzie własnym chętnych na kredyty, nie tylko nie ubywa, ale ich liczba rośnie. Ubiegły rok pod względem sprzedaży hipotek był najlepszy od sześciu lat.

Gorączkę zakupową mogą ostudzić natomiast rosnące ceny mieszkań, które generują coraz wyższe koszty zakupu gruntów, materiałów budowlanych i wykonawstwa. Już w drugiej połowie zeszłego roku w największych aglomeracjach stawki ofertowe na rynku deweloperskim zaczęły iść w górę.

W Trójmieście ceny nowych mieszkań w ubiegłym roku wzrosły aż o kilkanaście procent. W Warszawie i Łodzi stawki podskoczyły o niespełna 10 proc., a we Wrocławiu i w Poznaniu o prawie 5 proc. Prognozy mówią, że w tym roku ceny nowych mieszkań mogą wzrosnąć o dalsze kilkanaście procent.

 

Trudności z zakupem gruntów

 

Deweloperzy mają coraz większe trudności z pozyskaniem i uruchomieniem gruntów pod inwestycje. Firmom nie łatwo znaleźć też wykonawców nowych budów. Stąd wolniejsze tempo wprowadzania na rynek inwestycji i coraz wyższe stawki ofertowe za metr.

 

Duże wątpliwości firm wzbudzają też planowane zmiany legislacyjne, dotyczące rynku mieszkaniowego, które przynieść ma nowelizacja ustawy deweloperskiej. Na zgromadzonych przez deweloperów w bankach ziemi parcelach prawdopodobnie trudniej będzie budować mieszkania. Przygotowywana ustawa ogranicza bowiem możliwość prowadzenia inwestycji na podstawie decyzji o warunkach zabudowy, co dziś jest powszechną praktyką.

Mieszkanie+ słabą konkurencją

Pewnego rodzaju konkurencją dla deweloperów może okazać się też program Mieszkanie+, choć dotychczas w jego ramach nie są prowadzone większe inwestycje. Trudno określić, jaki będzie miał realnie wpływ na rynek, ponieważ budowa tanich mieszkań na wynajem przechodzi na razie fazę pilotażową. W tym roku ruszyć ma dopiero główny filar programu oparty o Krajowy Zasób Nieruchomości. Jak dotąd jeszcze, wbrew zapowiedziom, nie są prowadzone większe programowe projekty i nie wiadomo, kiedy zostaną uruchomione. Tym samym, w najbliższym czasie skala tej inicjatywy, w porównaniu z działalnością deweloperów, raczej nie będzie znacząca.

W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19%

in Bez kategorii by

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności w styczniu. W pierwszym miesiącu obecnego roku w oficjalnych źródłach (Monitor Sądowy i Gospodarczy) opublikowano łącznie 82 przypadki niewypłacalności przedsiębiorstw, co oznacza wzrost o 19% w stosunku do stycznia 2017 roku. Za ponad połowę przypadków – 44 – odpowiada sektor usług i produkcji. 18 niewypłacalności odnotowano w branży hurtowej i to ten dział gospodarki wygenerował najwyższy, bo 125% wzrost r/r. Palącym problemem wspomnianych sektorów staje się wzrost kosztów wynagrodzeń, co będzie również istotną determinantą dla problemów z niewypłacalnością w całym 2018 roku.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkują upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

•    19% wzrost liczby niewypłacalności polskich firm w styczniu 2018 roku, w dalszym ciągu spowodowany brakiem poduszki powietrznej, wynikłej ze zbyt niskich marż.
•    Największe wzrosty rok do roku odnotowano w hurcie (+125%), sektorze produkcji (+29%), oraz w usługach (+22%). Warto podkreślić, że we wszystkich tych sektorach notujemy dynamiczny wzrost liczby niewypłacalności już drugi rok z rzędu. Istotnym problemem w tym roku staje się wzrost wynagrodzeń pracowniczych wymuszonych presją z rynku pracy.
•    W całym 2018 roku spodziewany jest dalszy wzrost liczby niewypłacalności spowodowany – z punktu widzenia przedsiębiorcy – brakiem poprawy na rynku pracy i dalszą presją na wzrost wynagrodzeń, jak również ogromnym ryzykiem, jakie za sobą niesie wejście 1 lipca br. przepisów wymuszających tzw. podzieloną płatność „split payment”.

Już od kilku miesięcy palącym problemem dla polskich przedsiębiorców stają się wydłużające się terminy płatności i rosnące zatory płatnicze. Właścicieli firm, szczególnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, przytłacza z jednaj strony brak oszczędności spowodowany niską rentownością, a z drugiej rosnące koszty pracy spowodowane wymuszonym przez rynek wzrostem wynagrodzeń.
Wzrost liczby niewypłacalności pogłębiony wzrostem kosztów pracowniczych
Znaczący wzrost liczby niewypłacalności w produkcji, usługach oraz hurcie został odnotowany kolejny rok z rzędu. W chwili obecnej, głównym problemem firm jest bardzo znaczący wzrost kosztów wynagrodzeń, a także znikoma dostępność siły roboczej. Problemy dotykają przede wszystkim małe i średnie firmy, zwykle działające na lokalną, bądź co najwyżej regionalną skalę, które przegrywają rywalizację z większymi, lepiej zorganizowanymi, zasobniejszymi w gotówkę konkurentami. – Kluczową przewagą konkurencyjną wielu producentów, jak i firm usługowych była przez lata niska baza kosztowa, wynikająca z wykorzystywania łatwo dostępnej, taniej siły roboczej. Zmiany na rynku pracy, jakie obserwujemy w ostatnim okresie, doprowadziły do zaniku tej przewagi. Zaniedbywane przez lata inwestycje w automatyzację pracy, brak innowacji produktowych i procesowych, utrudniają, bądź uniemożliwiają wręcz prowadzenie działalności w obecnych realiach rynkowych – wskazuje Tomasz Starus, Członek Zarządu ds. oceny ryzyka w Euler Hermes i dodaje: – Podobnie ma się sprawa z hurtownikami. Trudno jest wskazać dominującą branżę, a niewypłacalność ogłaszają dystrybutorzy z wielu branż. Ich wspólnym mianownikiem jest niewielka skala działalności, nie pozwalająca im uzyskiwać korzystnych cen zakupu, co oznacza wyrok śmierci w starciu z dystrybucyjnymi gigantami, dysponującymi nieporównanie większą siłą przetargową.

W 2018 roku sytuacja na rynku pracy nie zmieni się, co determinuje dalsze problemy z rentownością firm
– Z uwagi na to, że wynagrodzenia nadal dynamicznie rosną, zaś bezrobocie pozostaje na bardzo niskim poziomie, w kolejnych miesiącach możemy spodziewać się kontynuacji wzrostu liczby niewypłacalnych firm we wszystkich tych obszarach gospodarki, gdzie koszty pracy stanowią znaczącą część całkowitych kosztów działalności. Jeśli dodamy do tego czekające nas w drugim półroczu bieżącego roku znaczące tąpnięcie płynności firm, wynikające z wejścia w życie podzielonej płatności, możemy założyć, że 2018 rok będzie, pomimo dynamicznie rosnącego PKB, kolejnym trudnym rokiem dla przedsiębiorców – podkreśla Tomasz Starus.

Najwięcej przypadków niewypłacalności odnotowano w województwie mazowieckim oraz śląskim.
Podobnie, jak i na początku roku ubiegłego, w czołówce województw z największą liczbą niewypłacalności znalazły się województwa mazowieckie i śląskie. Na ewidentny plus w przeciągu roku poprawiła się sytuacja w Małopolsce, gdzie liczba niewypłacalności spadła z 11 (ówczesny wicelider) do 4.

Elastyczne miejsce pracy sprzyja zaangażowaniu i efektywności

in Bez kategorii by

Elastyczna praca jest jednym z ważniejszych trendów biznesowych. Może poprawić efektywność i satysfakcję pracowników, budować morale i zaangażowanie oraz tworzyć nowe możliwości dla osób, które nie są w stanie być częścią tradycyjnego modelu.

Jednak w niektórych przypadkach nawet najlepiej zaprojektowany program do mobilnej pracy może prowadzić do spowolnienia poszczególnych projektów, problemów ze współpracą między zespołami projektowymi lub wręcz nadmiernego luzu. Dzieje się tak, gdy firma ulega modzie i chce szybko wdrożyć rozwiązanie biznesowe, niewłaściwie dobrane do jej indywidualnych potrzeb.

Jest jednak rzecz, która pozostaje poza dyskusją: elastyczna praca staje się rzeczywistością i przekształca zarówno miejsca, jak i biznesowe relacje międzyludzkie. Wyniki wspólnego badania Citrix i Wakefield Research z końca 2017r na temat przyszłości pracy pokazują, że ponad dwie trzecie (69 procent) pracowników administracyjnych w USA potwierdza, że pracownicy ich firm regularnie pracują zdalnie. A 44 procent z nich nigdy nie spotkało się osobiście z niektórymi współpracownikami. Ponadto, gdy dwie trzecie pracowników biurowych pracuje w biurze, więcej niż jedna na pięć osób (21 procent) łączy środowiska, pracując zarówno w tradycyjnej lokalizacji, jak i gdzie indziej (w domu lub w ogólnodostępnym miejscu). Z kolei 14 procent działa wyłącznie w miejscu innym, niż tradycyjne biuro. Dzieje się tak, gdyż obecnie istnieją wyraźne korzyści zarówno dla elastycznych pracowników, jak i dla organizacji, które ich zatrudniają. Jak więc upewnić się, że elastyczny program pracy działa poprawnie? Oto, kilka wskazówek.

Elastyczna praca to elastyczne narzędzia

Jeśli sam model pracy mobilnej jest skomplikowany to i praca zdalna będzie nastręczała problemów. Efektywność ludzi nie będzie wtedy na podobnym poziomie, jak w tradycyjnym modelu. Stąd też, jak wynika z badania Citrix-Wakefield, 57 procent specjalistów biurowych w firmach z elastycznym środowiskiem pracy podaje jako przyczynę korzystanie obecnie z aplikacji dostępnych w formie usługi. Pracownicy wiedzą, jak jest to istotne: 80 procent z nich zgadza się, że w ciągu pięciu lat firmy z elastycznym środowiskiem pracy nie będą konkurencyjne, jeśli nie będą korzystały z aplikacji osadzonych w chmurze.

Jednak dostępność aplikacji w formie usługi nie zwiększa automatycznie wydajności pracowników, a w niektórych przypadkach może nawet ją obniżyć. Część firm oferuje ich zbyt wiele, co sprawia, że użytkownicy muszą logować się poprzez różne witryny, używając różnych tożsamości i haseł. Rezultatem może być obniżona wydajność, ale także utrata części zabezpieczeń czy możliwości korzystania ze wsparcia helpdesku. Losowy zbiór aplikacji chmurowych, które wymagają logowania do wielu usług – to, co nazywamy Cloud Sprawl – może rzeczywiście utrudnić pracę, dlatego tak ważne jest zapewnienie ww. aplikacji i usług w ujednoliconym środowisku roboczym.

Ważne jest również, by firmy priorytetowo traktowały bezpieczeństwo. Jego zapewnienie zaczyna się od edukacji pracowników na temat jego znaczenia i odpowiedniego korzystania z rozwiązań zapewniających elastyczność w prowadzeniu biznesu. Stworzenie jasnych wytycznych, które pomogą pracownikom zachować bezpieczeństwo przy jednoczesnym korzystaniu z wolności pracy poza biurem jest jedną z podstaw adopcji nowych form pracy i rozwiązań. Wdrażając zabezpieczenia w aplikacjach i narzędziach, należy upewnić się, że dla pracowników korzystanie z nich jest łatwe i intuicyjne.

Wielka waga bezpośrednich relacji

Z doświadczeń wielu ludzi widać, że bezpośredni kontakt z innymi pracownikami, jest kluczowym elementem budowania silnych relacji zawodowych. I choć wiele osób pracuje efektywniej, gdy są skoncentrowane na indywidualnej pracy, z dala od rozmów i innych rzeczy, które ich rozpraszają, to z drugiej strony te osobiste interakcje międzyludzkie są bardzo ważne dla budowania relacji opartych na współpracy, wspieraniu pracy zespołowej czy wypracowywaniu nowych pomysłów. Nie ma możliwości bezpośredniego zastąpienia osobistych relacji, jednak ich zdalna forma oparta na odpowiednich narzędziach i takich rozwiązaniach jak np. wideokonferencje stanowi dobrą alternatywę i może pomóc w utrzymaniu odpowiedniego poziomu zaangażowania.

Elastyczna praca i praca zespołowa mogą iść w parze

Według badania Citrix-Wakefield, 80 procent pracowników współpracuje ze sobą osobiście, w porównaniu z 20 procentami, którzy pracują za pośrednictwem aplikacji i platform internetowych. Częściowo może to odzwierciedlać obecny poziom komfortu dzięki jakości dostępnych narzędzi do wirtualnej współpracy. Z jednej strony może być trudno odnieść się do bezosobowego głosu, poczty e-mail lub komunikatorów, jednak, gdy narzędzia do współpracy stają się bardziej skuteczne, dystans między współpracownikami staje się mniej istotny. Ważne jest, aby w organizacji czuć się częścią zespołu i upewnić się, że ludzie dobrani są w zespoły we właściwy sposób.

Kultura firmy może inspirować do samodzielnego zarządzania

Istnieją różne sposoby utrzymania wydajności pracowników mobilnych, od programów szkoleniowych po narzędzia do kontroli czasu, ale jednym z najważniejszych mechanizmów jest kultura organizacyjna. Kiedy przełożony nie ma możliwości bezpośredniej kontroli swoich pracowników tak, jak jest to możliwe w przypadku tradycyjnego modelu pracy, – odpowiedzialność za jej wykonanie, ale przede wszystkim za własny poziom efektywności i zaangażowania przechodzi na pracownika. To on musi dbać o swoją wydajność.

Kultura firmy, która nobilituje takie wartości jak uczciwość, szacunek, ciekawość, odwaga i jedność inspiruje ludzi do pracy na wysokim poziomie, nie tylko dla firmy, ale i budowania własnej kariery. Umożliwienie ludziom przejęcia kontroli nad ich własnym wkładem, wsparcie ich w podejmowanym ryzyku i ufność, to podstawa dobrych relacji międzyludzkich w organizacji.

Ludzie wiedzą, co jest dla nich dobre

Czasem najlepszą decyzją jaką może podjąć organizacja jest pozostawienie pracownikom wyboru, co do miejsca wykonywania pracy. Część osób preferuje pracę zdalną inne zaś sprawdzają się w tradycyjnym modelu pracy biurowej, gdyż np. wiedzą, że praca w domu za bardzo by je rozpraszała. Wszystkie te indywidualne preferencje z reguły są istotne, gdyż ludzie siebie samych znają najlepiej.

I tak, tradycyjne środowisko biurowe, w którym jeden pracownik widzi ograniczenia, może stanowić właściwe rozwiązanie dla kogoś innego. Trzeba również zrozumieć, że ludźmi kierują różne przesłanki: jedna osoba może mieć świetne warunki do pracy w domu (oddzielny pokój, ciszę i wydajny sprzęt) inna dwoje małych dzieci i np. plac budowy po drugiej stronie ulicy.

Do momentu, gdy pracownicy i ich menedżerowie zgadzają się co do tego, co jest kluczowym czynnikiem zapewniającym wydajność i wyniki, trzeba zaufać pracownikom, ale też wyznaczyć im mierzalne cele, które zapewnią, że pracownik przyczyni się do budowy zespołu i biznesu.

Sebastian Kisiel, Citrix Systems Poland.

Państwa coraz mocniej ingerują w gospodarkę

in Bez kategorii by

W Polsce ingerencja państwa widoczna jest najbardziej na rynku finansowym, energetycznym i farmaceutycznym. Z kolei branże regulowane w najmniejszym stopniu to handel i motoryzacja – wynika ze wspólnego raportu DNB Bank Polska i firmy doradczej PwC „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki – skala i warunki sukcesu”. W ostatnim czasie stopień zaangażowania państwa w polską gospodarkę wzrasta, wciąż jednak jest mniejszy niż w krajach Europy Zachodniej.

– W ostatnich latach obserwujemy wzrost zaangażowania państwa w polską gospodarkę, ale ten gorset regulacyjny nie jest jeszcze tak sztywny, jak by się wydawało. Nasza analiza pokazuje, że polska gospodarka jest ciągle bardziej liberalna niż gospodarek Europy kontynentalnej. Z drugiej strony jest zdecydowanie mniej liberalna niż krajów anglosaskie, jak Wielka Brytania czy USA – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Bank Polska.

Pod względem regulacji w gospodarce Polska zbliża się do państw Europy kontynentalnej, jednak ciągle pozostaje bardziej liberalna od Niemiec i Francji – to główny wniosek raportu „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki – skala i warunki sukcesu”, przygotowanego przez DNB Bank Polska i firmę doradczą PwC. Autorzy analizy zauważają, że intensywność regulacji jest zależna nie tylko od państwa, lecz także od branży.

– Branże i przedsiębiorstwa mają charakter coraz bardziej globalny, więc we wszystkich krajach poziom regulacji w poszczególnych branżach jest dość zbliżony. Są te bardziej regulowane, chociażby branża bankowa, co wynika z bezpieczeństwa całej gospodarki i ochrony konsumenta, czy branża energetyczna ze względu na monopole i strategiczny charakter dla gospodarki. Są też branże mniej regulowane, jak handlowa czy motoryzacyjna – mówi Artur Tomaszewski.

Sektory, które są w niewielkim stopniu regulowane przez państwo, to m.in. motoryzacyjny i farmaceutyczny. Wyjątkiem jest Norwegia, w której stopień zaangażowania państwa w rynek farmaceutyczny sięga 50 proc., rozbudowane są też regulacje dotyczące elektromobilności – to dlatego w tym kraju 50 proc. samochodów stanowią hybrydy i auta elektryczne. W branży sprzedaży detalicznej we wszystkich krajach interwencjonizm państwowy jest niewielki i nie przekracza 8 proc.

Z kolei energetyka jest branżą, w której – ze względu na strategiczny charakter – własnościowe i regulacyjne zaangażowanie państwa jest wyraźne. Największy stopień ingerencji w rynek energetyczny jest widoczny we Francji (39 proc.), nieco mniejszy w Niemczech i Polsce (36 proc.). Najmniejszy jest natomiast w USA – analitycy podkreślają, że w państwach anglosaskich interwencje państwa mają charakter niemal wyłącznie regulacyjny.

– Państwo działa w gospodarce w dwóch wymiarach. Pierwszy to charakter strategiczny – państwo występuje tu jako albo właściciel, albo regulator. Jego zadaniem jest ochrona konsumenta, środowiska czy stabilizacja branż kluczowych dla gospodarki. Z drugiej strony jest działalność rynkowa. Państwo działa tu na równi z innymi podmiotami rynkowymi i chce zrealizować zysk. Ten element wydaje się kontrowersyjny. Nasz raport pokazuje, że co do zasady przedsiębiorstwa z udziałem Skarbu Państwa mają mniejszą siłę konkurencyjną i osiągają nieco gorsze wyniki niż podmioty prywatne – mówi Artur Tomaszewski.

Analitycy zauważają, że społeczeństwo, ekonomiści i politycy patrzą na rolę państwa w gospodarce coraz bardziej przychylnym okiem, a zmiana optyki jest właśnie efektem kryzysu finansowego, którego przyczyną był m.in. niedostateczny poziom regulacji na rynku finansowym.

Modelowym przykładem jest interwencja amerykańskiego rządu w sektory bankowy i motoryzacyjny podczas krachu z lat 2008–2009, kiedy państwo przejęło wszystkie udziały w dwóch największych koncernach, a następnie – po kryzysie – skorzystało z okazji rynkowej i sprzedało swoje akcje.

– Interwencje państwa powinny być celowe, konkretne i określone w czasie, a każda regulacja musi być związana z zasadą proporcjonalności. Jako członek UE jesteśmy czasem poddani trochę zbyt ostrym regulacjom dotyczącym np. rynku kapitałowego, który w innych krajach unijnych jest większy niż w Polsce. W związku z tym cierpimy na tym, że jesteśmy – w moim przekonaniu – zbyt mocno regulowani pod względem parametrów jakościowych czy finansowych, w tym wysokości kar finansowych – mówi Jacek Socha, wiceprezes zarządu PwC Polska.

Dlatego z punktu widzenia rozwoju gospodarczego bardzo ważna jest ich harmonizacja przepisów. Z drugiej strony zglobalizowane przepisy muszą być dostosowane do mniejszych firm, operujących tylko na krajowym rynku.

Analitycy zauważają też, że skala ingerencji państwa nie ma wielkiego wpływu na wyniki danej branży. To zasługa globalizacji, ponadnarodowych rynków i łańcuchów dostaw oraz faktu, że część regulacji ma charakter międzynarodowy.

– Dokonując regulacji, trzeba uważać, ponieważ przez wiele podmiotów są one postrzegane jako koszt. Rynek farmacji pokazuje, że brak albo niski stopień regulacji – jak np. w USA – powodują, że ceny leków są znacznie wyższe. Z drugiej strony rentowność firm jest wyższa, ponieważ ceny leków pozwalają na pogłębioną analizę rozwojową i wydatki na badania i rozwój są istotnie wyższe, co z kolei powoduje powstawanie nowych leków oraz przewagę technologiczną i rynkową – mówi Jacek Socha.

newseria.pl

Go to Top